Świat naukowy miesiącami wstrzymywał oddech. W 1989 roku dwaj chemicy Martin Fleis-chman (USA) i Stanley Pons (Wielka Brytania) oznajmili, że odkryli sposób na najprostsze połączenie jąder atomowych i uzyskanie dzięki temu energii. Ten proces nazwali „zimną reakcją jądrową".
W ten sposób obaj chemicy usiłowali odtworzyć proces, przebiegający we wnętrzu Słońca przy niewyobrażalnie wysokiej temperaturze i ciśnieniu, podczas którego jądra atomowe łączą się ze sobą. Wyzwalają się przy tym ogromne ilości energii, odbierane przez nas na Ziemi jako światło i ciepło. Powstaje pytanie, czy taki proces mógłby przebiegać w laboratorium w temperaturze pokojowej i przy zasilaniu elektrycznym z baterii samochodowej? Gdyby się to udało, byłby to, jak oceniają eksperci, najbardziej doniosły wynalazek od czasu wykorzystania ognia.
Wielu naukowców na świecie przeprowadzało ten sam eksperyment. Niektórzy z nich uparcie twierdzili, że osiągnęli te same wyniki, co Fleisch-man i Pons, inni jednak uważali ten eksperyment za iluzję. Krytycy mieli słuszność. Sensacja okazała się największym fiaskiem w najnowszej historii nauki. Dopiero po miesiącach odkryto błąd w metodzie doświadczalnej i rozwiało się marzenie o prostym, bezpiecznym i niewyczerpalnym źródle energii.